wroclaw.repertuary.pl
Film

Tajemnica Brokeback Mountain

Brokeback Mountain
Reżyseria: Ang Lee

Repertuar filmu "Tajemnica Brokeback Mountain" we Wrocławiu

Brak repertuaru dla filmu "Tajemnica Brokeback Mountain" na dziś.
Wybierz inny dzień z kalendarza powyżej.

Plakat filmu Tajemnica Brokeback Mountain
Tytuł oryginalny: Brokeback Mountain
Czas trwania: 134 min.
Produkcja: USA , 2005
Premiera: 24 lutego 2006
Dystrybutor filmu: Monolith Plus

Reżyseria: Ang Lee
Obsada: Jake Gyllenhaal, Heath Ledger, Michelle Williams

Ennis Del Mar (Heath Ledger) i Jack Twist (Jake Gyllenhaall) poznają się w trakcie poszukiwania zatrudnienia. Świat podlega stałym zmianom, ale ich codzienność wypełnia monotonia. Wszystko w ich życiu zostało już z góry ustalone – mają znaleźć stałe zajęcie, ożenić się i założyć rodzinę. Obu prześladuje jednak pragnienie czegoś, co trudno im nawet określić. Gdy ich nowy pracodawca Joe Acquirre (Randy Quaid) wysyła ich do pracy na majestatyczne wzgórze Brokeback, zawiązuje się między nimi przyjaźń, a później głęboka zażyłość. U schyłku lata Ennis i Jack opuszczają Brokeback. Każdy z nich rozpoczyna nowe życie. Ennis poślubia dziewczynę Almę (Michelle Williams), z którą wiedzie skromne życie wraz z dwiema córkami. Jack poznaje w Teksasie piękną Lureen Newsome (Anne Hathaway). Wkrótce bierze z nią ślub, doczekuje się syna i rozpoczyna pracę w firmie teścia. Mijają 4 lata. Pewnego dnia Alma przynosi Ennisowi pocztówkę, w której Jack zapowiada swój przyjazd do Wyoming. Ennis wyczekuje przyjaciela, a po jego przybyciu przekonuje się, że rozłąka jedynie wzmocniła ich uczucie. Mimo upływu czasu mężczyźni starają się podtrzymywać ich sekretny związek. Spotykają się parę razy w roku. Nawet z dala od siebie zmagają się z trudnymi wyborami dotyczącymi wierności, oddania i zaufania. Jedyną trwałą wartością w ich życiu pozostaje żywioł, którego nie sposób okiełznać – miłość.


Średnia ocena: 5.0
rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0
Oceniono 3778 razy. | Oceń film

Wasze opinie

PYZY 8. kwietnia 2006, 18:56

WAZNE
Nie wiadomo od czego mam zaczać, od filmu czy od problemu homo-hetero. Może od filmu, film jest rewelką, dlaczego tak uważam, pokazuje wew. walkę ze sobą, relakacja choćby jednego z głownych bohaterów po tej"skandalicznej" nocy. Film dla mnie jest o przyjaźni, o namiętnościach( zarówno miedzy bohaterami, jak i w zyciu które tragają człowiekiem i jesgo emocjami)Jest o tym że czasem miłość nie wystracza, by być z kimś. Nie dlatego że nie ma sie odwagi. Film dla mnie jest wyjatkowy, pokazuje wiele rzeczy prawdziwych ze zycie osob homoseksualnych to nie sielanka, i to najczęściej oni dostaja najmnocniej w cztery litery od zycia. nie bede mówiła o nagrodach,aktorach i rezyserii bo dla mnie to jasne ze sa nie do pobicia.film wywołał we mnie wiele skarjnych uczuć, co to znaczy, że nie przeszłam obojętnie, wiec dla mnie jest to naprawdę dobry film o jakie bardzo ciężko.

Homoseksualizm -nie jestem jego fanka, naleze do miejszosci seksualnej, wiec znam ten swiat. Znam leki, wiem ze kiedy wrwcam do domu to musze obserwować czy jakis homofob mnie nie goni. Musze uwazac kiedy wychodze z klubu, przed którymi czesto stoja drsy by tylko kogos napasc. Wiem co to walczyc ze sobą, to co kzdy człowiek przechodzi by zaakceptowac swoja odmiennosc seksualną. Nie bede kontatakować, bo ci najwieksi homofoby, to ludzie którzy bardzo czesto nie chca zaakceptowac siebie i maja podejscie takie jak hitler wiem ze to bardzo mocne porownanie. Zaraz wytłumacze dlaczego, Hitler był żydem,najwiecej wymordował żydów uwazał ze to nie sa w pelni wartościowi ludzie, kiedy sam nim był. Wg mnie ci najgorsi maniacy to osoby którzy wolą zakryć swa agresja swoja odmienność, własne obawy, odrzucaja i nie akceptuja siebie. Ale walczyc z kims innym majacto samo w sobie jest zwyczajnie hipokryzja. A co do biblii ( jest dla mnie wazniejsza niz nauki koscioła) kto jest bez grzechu niecj pierwszy zuci kamien, wg. mnie wole geja który jest szczesliwy ze swym partnerem. Niz mezyczyzna hetero("super samiec") który chleje, bije swoja zonę, gwałci ją wielekrotnie. A takich supermanów w społecznosci hetero jest mnóstwo. Jestescie ostatnimi którzy moga robic z siebie swietych. Rakie rzeczy w gupach homo sie nie zdarzaja.Wiec jak mozecie mówic ze model bitej kobiety jest zdrowy i naturalny, model "rodziny" a dwoch wzajemnie szanujacych sie kobiet czy mezczyzn jest złem,choroba która nalezy wyplemic

Sceptyk 7. kwietnia 2006, 20:47

KLASYKA. DOSKONAŁOŚĆ.
"Tajemnica Brokeback Mountain" to bez wątpienia jeden z najważniejszych filmów roku. Nieczęsto zadarza się tak piękny, mądry i wzruszający obraz. Wszystko jest tu na swoim miejscu: znakomicie poprowadzona, niebanalna narracja, aktorstwo, muzyka i zdjęcia. Kluczową rolę odgrywa jednak scenariusz i reżyseria, Ang Lee w sposób mistrzowski odnawia klasyczny gatunek - melodramat, dotykając przy okazji szeregu kluczowych dla ikonografii Stanów Zjednoczonych kwestii. Podstawowa to oczywiście sam temat, czyli związek homoseksualny kowbojów, który do tej pory był w hollywoodzkim kinie tabu. Świetnie ukazano tu, niemal bez drastycznych środków, homofobię panującą na Dzikim Zachodzie, której w żaden sposób nie przeszkadza powszechnie obowiązujący wymóg zachowań homospołecznych. Wspólnie spędzany czas, wypady na piwo i poklepywanie to codzienne życie mężczyźn, kobiety są jedynie dodatkiem. "Tajemnica Brokeback Mountain" to jednak przede wszystkim popis aktorów odtwarzających głównych bohaterów. Ledger i Gyllenhaal pokazują wszystkie etapy związku w sposób wiarygodny i pozbawiony fałszywej pruderii. Obie postacie zostały zresztą w ciekawy sposób zróżnicowane, każdy z nich prezentuje inny typ osobowości. Jack Twist jest bardziej otwarty i odważny w planowaniu przyszłości, jemu przypadła też rola swego rodzaju inicjatora. W postaci Ennisa skupiają się sterotypowe wyobrażenia na temat kowboja: małomównego i zamkniętego w sobie, szorstkiego w obyciu mężczyzny, który ma trudności w okazywaniu uczuć. Tutaj te cechy zostały w twórczy sposób rozwinięte, wyjaśniono także w jaki sposób podobny typ tworzy wychowujące go otoczenie. Nie jest oczywiście prawdą - co już można znaleźć w polskich mediach - że "Tajemnica Brokeback Mountain" to po prostu historia miłości, gdzie płeć ani orientacja seksualna nie ma żadnego znaczenia. Wybór zaprezentowanych fragmentów z życiorysu obu bohaterów świadczy dokładnie o czymś przeciwnym. Fakt, że Jack i Ennis tak bardzo boją się namiętności, którą odkrywają (nie mowiąc o nazwaniu jej), nie jest przecież strachem przed nowym uczuciem, ale realizacją założeń kultury w której przyszło im żyć. Braku akceptacji dla samych siebie.

carlos 7. kwietnia 2006, 20:06

taki..
nie ejstem debilem ale mnie ten film sie nie podobał.chyba mam do tego prawo nie będąc homofobem?

Inga 4. kwietnia 2006, 14:46

Niezły, ale faktycznie trochę nudnawy. Klimatyczny
Inteligenciaku, wyluzuj. To, że ktos ma inne zdanie niż większość, nie oznacza, że ma coś z poziomem inteligencji. Więcej tolerancji, mniej zamordyzmu

Inteligent 3. kwietnia 2006, 23:43

Do Dariusz Jakiś Tam
Najpierw moze podszkolisz swoja ortografie, pozniej klep w klawiaturke... Twoja opinia stoi w dziwnej sprzecznosci z 90% pozytywnych opinii o filmie, wiec moze twoj poziom intelektualny jest zbyt niski, by zrozumiec przeslanie filmu?

Dariusz Stawiarski 3. kwietnia 2006, 21:05

Nudny, nie przejmujacy film o nieszczesliwej milosci dwoch mezczyzn!!!
Nuda, nuda, nuda ... nuda, ani przez chwile nie przejela mnie historia nieszczesliwie zakochnych w sobie dwoch facetow. Taka nudna historyjka, prawie usnolem w kinie. Jedyne co jest dobre w tym filmie to aktorstwo i widoki.

Krytyk 3. kwietnia 2006, 9:14

To juz dzisiaj jest klasyka kina - POLECAM !
Brokeback Mountain obejrzałem na kilka godzin przed wręczeniem Oskarów. Zapoznawszy się z wynikami nie poczułem się rozczarowany. Zabrakło wprawdzie Nagrody-Wszystkich-Nagród dla filmu roku, ale za to przypadły dwie inne kluczowe: za reżyserię i scenariusz, a także muzykę. To sprawiedliwe. Nie tylko dlatego, że walka okazała się wyrównana i właściwie żaden inny z równie szczodrze nominowanych filmów nie zdobył znaczącej przewagi. To sprawiedliwe także dlatego, że dokładnie na tyle zasłużył. To obraz dobry - choć chwilami rozwlekły, świetnie zagrany, pięknie sfotografowany, spokojnie mądry. Ale nie nieprzeciętnie wybitny. Gdyby zdobył wszystko, to jedynie chyba z przekory, dla satysfakcji prztyknięcia w nos spienionych purytan, a o takie zapędy trudno było podejrzewać Amerykańską Akademię Filmową. Jeśli ktoś nie zgadza się z tym co powyżej, zawsze mogę dodać, że ten film zdobył już dosyć głównych nagród przy różnych innych okazjach, oraz pocieszyć, że spore jest grono kinomanów i zwykłych zjadaczy chleba, którzy coroczne wybory Szacownego Gremium Hollywood kwituje wzruszeniem ramion i krótkim 'kompromitacja!'. Brak ośmiu statuetek nie zmieni też zapewne znacząco poglądów tych wszystkich, którzy od miesięcy podnoszą larum, że ta produkcja to nic innego, jak propagandówka, nakręcona za śmierdząco różowe pieniądze, i nachalnie promowana przez wiadome kręgi (względnie Szatana Wcielonego, w zależności od stopnia zacietrzewienia w dyspucie). Wprawdzie komplet najważniejszych statuetek o wiele doskonalej potwierdziłby tę tezę, ale w tym wypadku moraliści mogliby powtórzyć za niejednym artystą, że sam udział w tej rywalizacji nobilituje. Nie trzeba chyba dodawać, że stwierdzenie o propagatorskiej roli Brokeback tak się ma do rzeczywistości jak inne (popularne w naszym kraju), że wszelkie Marsze Równości to nic innego, jak lansowanie ba! akcje werbownicze bojówek gejowsko-lesbijskich, podczas której niewinna niczym nieskalane kwiecie młodzież płci obojga, kuszona jest ponoć urokami i luksusami pedalskiego życia, a na ulice wylewa się ruja, poróbstwo i chmary mężczyzn z nagimi tyłkami, liżących się bezwstydnie przed staruszkami i kamerami i porywający bezbronne dzieci do adopcji. Każdy, kto choć w telewizji lub gazecie widział relację z polskiego wydania parady (o ile takowa dochodzi w ogóle do skutku), wie doskonale, o co mi chodzi :) Bardzo jestem ciekaw, który z fragmentów filmu Brokeback Mountain tak bardzo zwodzi czyste, heteroseksualne duszyczki i szczególnie promuje łatwość i atrakcyjność gejowskiego stylu życia. Zapowedzią ekstatycznych rozkoszy są już pierwsze szarpaniny emocjonalne w wyziębionym namiocie, zwieńczone po kilku tygodniach sodomii czysto organiczną reakcją na odstawienie i rozstanie z nowo zdobytym kochankiem. Zamiast - jak pobożny acz rasowy samiec - potraktować całą przygodę jako grzeszny epizod i ruszyć na kolejne miłosne podboje, Ennis reaguje prawdziwie po pedalsku: dostaje skórczy, wymiotuje i zwija się z bólu na zapiaszczonej drodze, co natychmiast budzi w małolatach pozytywne skojarzenia z ostatnią imprezą i skutkami przedawkowania tabletek z krzyżykiem. Jak nietrudno się domyślić, po takim prologu to już tylko bezrefleksyjna rozpusta, szaleństwa i przyjemności. Każde spotkanie tajemnych kochanków to niekończąca się balanga, śmichy-chichy i jedna pozycja za drugą. Żeby spotęgować rozkosz, bohaterowie nie muszą nawet zażywać pobudzających substancji, jak to ma w zwyczaju niedouczona, heterycka młodzież. Wystarczy odwlec spotkanie z najukochańszym człowiekiem na świecie o cztery lata, wziąć na kark odpowiedzialność za kilka innych osób, założyć rodzinę, by poniewczasie odkryć, że tak naprawdę pragnie się czegoś zupełnie innego. Hulaj dusza, piekła nie ma! Chętni do zostania gejem walą drzwiami i oknami. Szczególnie zwodnicza scena, celująca w najbardziej zatwardziałych heteryków, ma miejsce jeszcze kilkanaście lat później, gdy jeden z kochanków proponuje kolejną podnietę w postaci półrocznej przerwy w potajemnych spotkaniach, które, dodajmy na marginesie, przychodzą im bez trudu, bowiem mechanizm poniżania bliźnich, ze szczególnym uwzględnieniem żon, wyssali z siebie nawzajem podczas seksu oralnego. Maskują się tylko doskonale, jeden - harując na całą rodzinę i szarpiąc się w walce o miłość córek, a drugi - dając sobą pomiatać przez bogacką rodzinę swojej małżonki, zamiast (jak pobożny acz rasowy samiec) od razu pokazać suce, gdzie jej miejsce. Tak czy owak na koniec obaj rozpustnicy stwierdzają, że ostatnie dwie dekady ich życia były piekłem czekania, jeden z nich krzyczy zrozpaczony 'chciałbym wiedzieć, jak z ciebie zrezygnować', na co drugi odpowiada wyjąc z bólu 'jestem nikim, nie ma mnie nigdzie'. Idealne grypsy na imprezkę niedoświadczonej młodzieży, sączące w ich umysły jad homoseksualizmu. Każdy nastolatek natychmiast po seansie podrywa kolegę z klasy, żeby też wprawić się taki stan, i skończyć samotnie w przyczepie mieszkalnej lub - jeszcze lepiej - z rurką miedzianą wbitą między oczy. Przypomina się mądre stwierdzenie: 'Wiem, że ci ciężko. Gdyby było łatwo i przyjemnie, wszyscy byliby gejami.' Ale o tym zgorszeni przeciwnicy obrazów pokroju Brokeback Mountain nie mają pojęcia, bo niby skąd, skoro nawet nie mają zamiaru ich obejrzeć. Żeby było śmieszniej - powinni pójść do kina jako pierwsi, bo ten film mógł się o wiele lepiej wpasować w ich inną tezę, uparcie lansowaną przez szkoły utrzymujące, że homoseksualizmu można się oduczyć. Mądrość ta mówi, że - w przeciwieństwie do bogobojnych, heteryckich rodzin lewitujących nieprzerwanie w stanie nirwany - nie istnieje coś takiego, jak szczęśliwy homoseksualista. Trudno o lepsze exemplum takiego twierdzenia niż przypadek naszych kowbojów. Znamienne, że wszystkie sceny miłosne w Brokeback wyglądają jak walka, szarpanina - nawet nie między sobą, ile raczej ze sobą samym. Spójrzmy w oczy Jacka na widok ukochanego, którego właśnie odnalazł po czterech latach. W pierwszym momencie promienieje z nich niepohamowane szczęście, które jednak natychmiast ustępuje bezbrzeżnemu smutkowi. On już wie, co będzie dalej, i w tym miejscu porównanie do fatum Tristana i Izoldy, podniesione w jednej recenzji, jest jak najbardziej na miejscu. Ten film wznosi się na poziom ogólnoludzki właśnie dzięki temu, że tak naprawdę piekło, na które jego bohaterowie skazali siebie, a także swoich bliskich, nie przychodzi ze świata zewnętrznego. Żaden z nich nie doświadcza bezpośredniego aktu homofobii. Mimo potwornego obrazu zamordowanego geja, jaki Ennis wyniósł z dzieciństwa, ich sytuacja jest zupełnie inna, a czasy stopniowo się zmieniają. Pomińmy złośliwość niegdysiejszego chlebodawcy, który faktycznie mógł mieć zastrzeżenia do ich pracy; zostawmy wybuch zdruzgotanej żony, która przez długie lata dusiła w sobie własne pokłady rozpaczy... Plan o wspólnym ranczu i spokojnym życiu na uboczu mógł się w ich warunkach powieść, oszczędzając przy okazji zmartwień paru innym osobom. Tymczasem ci dwaj przez cztery lata zastanawiali się nad konsekwencjami jednego ciosu w szczękę, by w tym czasie uwikłać się w zależności, z których żaden nie odważył się uwolnić. Na ironię zakrawa argument przeciwników filmu, jakoby obaj romansowali przez lata niszcząc rodzinę i w swym okrucieństwie świadomie krzywdząc innych. No, ale tego pewnie też nie da się wytłumaczyć komuś, kto filmu i tak nie zobaczy, podobnie jak nigdy w życiu nie pójdzie przekonać się, jak wygląda prawdziwy marsz równości. Zastanawiałem się za to przez chwilę, dlaczego Brokeback wywołał tak niewielki oddźwięk wśród znanych mi gejów, że nie wspomnę o branżowych forach, na których stosunkowo często pojawiają się wpisy w stylu 'przereklamowany', 'nudny', 'badziewie'. Za to zachwyca krytykę, oraz heteroseksualną publiczość, zwłaszcza w żeńskiej części. Uniwersalna siła tego filmu tkwi chyba właśnie w ładunku emocjonalnym oraz w fakcie, że zupełnie nie przystaje do współczesnej gejowskiej rzeczywistości. Nie znalazłby takiego poklasku pokazując wszystko to, co zarzucają mu jego zagorzali przeciwnicy. Brokeback to obraz opowiedziany tradycyjnie, w formule już niemalże kostiumowy - akcja kończy się ponad 20 lat temu, zanim jeszcze na dobre pojawił się AIDS, a o internecie w domu i komórkach w kieszeni nikt jeszcze nie słyszał. I przede wszystkim - cokolwiek by nie mówić - wcale nie opowiada historii trudnej miłości dwóch gejów, tylko facetów, którzy się w sobie zakochali. Znaczna acz subtelna różnica. To prawda: Jack szuka seksu u innych (na wszelki wypadek daleko w Meksyku), ale są to próby desperackie, spowodowane bólem oczekiwania na kolejny epizod, który pozwoli choć na chwilę zaznać prawdziwego spełnienia. W przypadku Ennisa sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana: on nie szuka nikogo innego, nie czuje pociągu do mężczyzn. On po prostu bezgranicznie kocha Jacka, a naznaczony piętnem Dzikiego Zachodu, wciśnięty w rolę supersamca, nic nie rozumie, i z tej miłości dosłownie usycha. Doprawdy, trudno o lepszą zachętę do przejścia na tęczową stronę życia...

abcdefg 2. kwietnia 2006, 11:25

nawet niezle...
niezly film ale troszke 'przynudny', ale dla cierpliwych >>polecam<& amp;lt;

kartka 2. kwietnia 2006, 1:25

nie rozumiem
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego komentujący, którym film się podobał, tak usilnie próbują odmówić intelektu tym, na których film ów wrażenia nie wywował. Jeśli powiem, że taka "La Strada" na przykład (film jak najbardziej o miłości) jest w moim mniemaniu po stokroć lepsza od historii o dwóch sfrustrowanych zakochanych kowbojach, to też wyjdę na cwierćinteligenta? :>
A poza tym, i tak już zupełnie na boku, mam wrażenie, iż film ten miał w założeniu przemawiać bardziej do emocji niż rozumu, więc...

Marysia 1. kwietnia 2006, 0:50

Film jest piekny i nie rozumiem niektorych...
Skoro niektorym nie podobaja sie filmy o glebszym przeslaniu, ukazujace skomplikowane realcje miedzyludzkie i glebokie namietnosci - to po co takie filmy ogladaja? To jakis ich wrodzony masochizm? Niech ida na "Epoke lodowcowa" albo na "Karola" - taka odpowiednio spreparowana papka dla ciemnej masy na pewno im sie spodoba. A samo Brokeback - jest po prostu piekne. Co docenili wysokimi ocenami widzowie. Na pewno nie dla cwiercinteligentow, ktorzy ziewaja, gdy trzeba uzyc szarych komorek.

uśka 31. marca 2006, 23:21

nudnawy
nudna love story...jak ktoś lubi filmy o miłości, to ten też mu się może spodobać...tak jak są filmy zbyt przegadane tak bywają filmy zbyt...przemilczane...Cóż, smutna historia miłosna jakich wiele, "nowością" jest, że tym razem pokazana między gejami...Bez ochów i achów się zdecydowanie,zdecydowanie obejdzie. Promocja filmu=dobry przykład skutecznego marketingu.

Olzy 31. marca 2006, 16:11

Na drugie dzień po obejrzeniu czułem się jak "zbity pies"
Miną tydzień a ja nadal nie moge pozbyć się myśli związanych z tym filmem. W życiu nie płakałem tak na żadnym filmie. Nigdy film nie przemówił do mnie tak mocno. To było jak strzał w serce.
Wyśmienita muzyka, świetna scenografia. Wszystko realistycze. Film nie jest przegadany. Nie jest tendencyjny. Jest opowieścią 'prawdziwie' prawdziwą.
Polecam forum "Share your story" na http://www.brokebackmountainmovi e.com

Tessa 31. marca 2006, 14:59

jestem pod nieustajacym wrazeniem
absolutnie zachwyca szczeroscia, fantastyczna gra obu przystojniakow, a przede wszystkim najpiekniejszy film o milosci jaki widzialam
To wlasnie tutaj potwierdza sie, ze zauroczenie przemija ale prawdziwa milosc, przyjazn nigdy
i to wlasnie dla takich uczuc warto zyc ! FIlm widzialam 4 razy, muzyki slucham non stop, przeczytalam nowelke, ktora jest o wiele slabsza od filmu i generalnie ... ten film dodaje skrzydel !

art 25. marca 2006, 20:19

a jednak można
A jednak można pokazać dobre aktorstwo, pejzaż, obyczaje, kraj. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy zagrać. Kontrowersyjny - napewno.

GRN 25. marca 2006, 0:48

brokeback mountain...
do mnie bardzo przemowil. tylko trzeba troche otworzyc glowe. nie pamietam drugiego takiego filmu o milosci.
i to nie byl tylko sex tak jak niektorzy twierdza.
to bylo uczucie. i to zakazane. to tak jak kochac nieosiagalne...
mnie bardzo poruszyl i ... polecam.

ale tylko tym gotowym do myslenia i otwartym. jesli masz uprzedzenia do homosexualistow, lepiej nie idz bo mozesz nie zrozumiec fabuly.

sexy_oskar 24. marca 2006, 18:25

Strzał prosto w serce (Rolling Stone)
Film jest poprostu enialny...Jak strzał prosto w serce...Muzyka rownież genialna...(oskar 2006) Poprostu na ten film można pujść naprawde dobre pare razy (jak narazie byłem 2) Ksiązkę rownież polecam lacz film jest bardziej rozbudowany. Bohaterowie ksiązkowi są poprostu prostakami nie to co w filmie... pozdrawiam:)

Marzena 23. marca 2006, 22:41

Zdecydowanie film roku - tylko dla ludzi myślących.
"Tajemnica Brokeback Mountain" to bez wątpienia jeden z najważniejszych filmów roku. Nieczęsto zadarza się tak piękny, mądry i wzruszający obraz. Wszystko jest tu na swoim miejscu: znakomicie poprowadzona, niebanalna narracja, aktorstwo, muzyka i zdjęcia. Kluczową rolę odgrywa jednak scenariusz i reżyseria, Ang Lee w sposób mistrzowski odnawia klasyczny gatunek - melodramat, dotykając przy okazji szeregu kluczowych dla ikonografii Stanów Zjednoczonych kwestii. Podstawowa to oczywiście sam temat, czyli związek homoseksualny kowbojów, który do tej pory był w hollywoodzkim kinie tabu. Świetnie ukazano tu, niemal bez drastycznych środków, homofobię panującą na Dzikim Zachodzie, której w żaden sposób nie przeszkadza powszechnie obowiązujący wymóg zachowań homospołecznych. Wspólnie spędzany czas, wypady na piwo i poklepywanie to codzienne życie mężczyźn, kobiety są jedynie dodatkiem. "Tajemnica Brokeback Mountain" to jednak przede wszystkim popis aktorów odtwarzających głównych bohaterów. Ledger i Gyllenhaal pokazują wszystkie etapy związku w sposób wiarygodny i pozbawiony fałszywej pruderii. Obie postacie zostały zresztą w ciekawy sposób zróżnicowane, każdy z nich prezentuje inny typ osobowości. Jack Twist jest bardziej otwarty i odważny w planowaniu przyszłości, jemu przypadła też rola swego rodzaju inicjatora. W postaci Ennisa skupiają się sterotypowe wyobrażenia na temat kowboja: małomównego i zamkniętego w sobie, szorstkiego w obyciu mężczyzny, który ma trudności w okazywaniu uczuć. Tutaj te cechy zostały w twórczy sposób rozwinięte, wyjaśniono także w jaki sposób podobny typ tworzy wychowujące go otoczenie. Nie jest oczywiście prawdą - co już można znaleźć w polskich mediach - że "Tajemnica Brokeback Mountain" to po prostu historia miłości, gdzie płeć ani orientacja seksualna nie ma żadnego znaczenia. Wybór zaprezentowanych fragmentów z życiorysu obu bohaterów świadczy dokładnie o czymś przeciwnym. Fakt, że Jack i Ennis tak bardzo boją się namiętności, którą odkrywają (nie mowiąc o nazwaniu jej), nie jest przecież strachem przed nowym uczuciem, ale realizacją założeń kultury w której przyszło im żyć. Braku akceptacji dla samych siebie.

ludocyna 23. marca 2006, 21:41

ja wiem?
niestety tak na prawdę to nic szczególnego w tym filmie nie ma. ROZCZAROWANIE . ot jedna z wielu historyjek o przyjaźni i miłości tylko, że pomiędzy dwoma mężczyznami, - standardowy scenariusz. film mocno przereklamowany. moja ocena = 4,5

Kaśka 23. marca 2006, 20:51

Nie przemawia do mnie...
Nie podobał mi się.
Nie wiem... Może byłam nie w nastroju do wzruszeń.
Piękne widoki- owszem.
Ale jednak film o homoseksualistach, choćby nie wiem jak był pięknie nakręcony i jak wzruszajacą fabuę by miał i tak mnie nie ruszy.
Być może stwierdzicie, ze tkwią we mnie głęboko zakorzenione stereotypy i uprzedzenia, ale ta miłośc faceta do faceta do mnie nie przemawia.
Jak dla mnie to chodziło tylko o sex. Miłośc nie koniecznie musi się kończyć spełnieniem fizycznym.
Nie widze tu typowego dla czystej, prawdziwej miłości poświecenia jednej osoby dla drugiej.
Widze tylko, że dwaj faceci uprawiaja razem sex i w ten sposób zaspakajaja własne potrzeby.
O wiele bardziej wzruszyłby mnie film o prawdziwej, męskiej przyjaźni.....

zu 23. marca 2006, 17:32

niesamowicie piekny i smutny film
naprawdę się wzruszyłam....i w tym filmie nawet nie chodzi o to, że to są geje.chodzi o to, że ludzie walcza o swoje uczucia. świetne zdjęcia, muzyka i kreacje aktorów.

Dodaj nowy komentarz Tajemnica Brokeback Mountain

Twoja opinia o filmie: