wroclaw.repertuary.pl
Film

Repertuar filmu "9 songs" we Wrocławiu

Brak repertuaru dla filmu "9 songs" na dziś.
Wybierz inny dzień z kalendarza powyżej.

Plakat filmu 9 songs

Czas trwania: 71 min.
Produkcja: Wielka Brytania , 2004
Premiera: 2 września 2005
Dystrybutor filmu: SPInka

Reżyseria: Michael Winterbottom
Obsada: Kieran O’Brien, Georgia Burke

Ona ma na imię Lisa. On Matt. Moment ich spotkania - na koncercie rockowym – to jednocześnie początek wielkiej, zmysłowej miłości. Odtąd żyją wyłącznie dla siebie, w świecie miłości i muzyki. Ich związek nasycony będzie czułością i niezwykłą namiętnością. Przetrwa rok.


Średnia ocena: 5.0
rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0 rating 5.0
Oceniono 2235 razy. | Oceń film

Wasze opinie

zaczaj 7. września 2005, 1:32

odpowiem spiewajaca ;) nic ciekawego
caly czas doszukiwalem sie czeos w tym filmie i znalazlem ...napisy...jak dla mnie troszke za ostro troszke bez sensu troszke nudno...chwilami fajna muzyka...za duzo sapania

pifczyk 6. września 2005, 20:14

niezły film o niczym
scen erotycznych jest tyle, że poziewałem się ... ale świetne zdjęcia, ciekawa kompozycja, znakomita muzyka. Nie polecam i nie odradzam.

zula 6. września 2005, 0:09

Słaby film... bardzo kiepski!
Porównanie tego filmu z "Intymnością" czy "Pianistką" (a z takowymi zetknęłam się już kilkakrotnie) jest co najmniej na wyrost. W obu wspomnianych filmach o coś chodziło - naturalistycznie pokazany seks był częścią szerszej całości. Tutaj - nic, pustka. Nawet dość dobre zdjęcia nie ratują tego żenująco pretensjonalnego gniota.

krzyś 4. września 2005, 12:59

warto
Dziewięć piosenek i jeszcze więcej stosunków seksualnych to rdzeń nowego filmu Winterbottoma. Rozkosz muzyczna przeplata się i łączy z cielesną a cały orgiastyczny misz-masz studzą widoki Antarktydy - krainy nieskażonej, zachowującej pamięć o człowieku.

"9 Songs" to jednak przede wszystkim opowieść (a może opowiastka, film trwa bowiem nieco ponad godzinę) o zaskakującej różnorodności. Nagle okazuje się, że łóżkowe sceny nie muszą być wyłącznie "przerywnikiem", mogą samodzielnie tworzą sugestywną historię miłosną. Wspomniana przeze mnie Antarktyda przestaje być u Winterbottoma białą plamą i staje się miejscem, które warto odkrywać. Nowa rockowa scena muzyczna także nie jawi się jako monolit.Monumentalnie "wygrzane" przez Von Bondies "C'mon c'mon" symbolicznie kontrastuje choćby z rozmarzonym Elbow.
Co ważne, muzyka w "Dziewięciu piosenkach" nie jest tylko tłem fabuły. Podobnie jak w "Exils" tworzy z nią nierozerwalną całość wysunięta
na najpierwszy plan. Znakomite "Jacqueline" Franz Ferdinand (tak na marginesie: nowy singiel muzyków FF - "Do you want to" bardzo by do "9 songs" pasował...), w którym Alex Kapranos śpiewa "It's always better on holiday / So much better on holiday" bardzo trafnie definiuje stan permanentnych wakacji (Jarmusch się kłania) Matta (Kieran O'Brien) i Lisy (Margot Stilley). Trudno też nie wsłuchać się w kończące film "Love Burns" Black Rebel Motorcycle Club. Tam słowa "Now she's gone and love burns inside me" kwitują roczną rozłąkę, na którą naszych milusińskich skazuje wyjazd Lisy do USA. Krótko, na temat i jakże pięknie.

W świetnej recenzji "9 songs" (FILM, wrzesień 2005) jej autor, Bartosz Żurawiecki, pisze: "'9 Songs' przeminą, ulotnią się. To film nieważny. Ale ta nieważność wywołuje głęboki oddech ulgi." Żurawiecki ocenia film na cztery punkty w sześciopunktowej skali. Dla mnie głęboki oddech ulgi wart jest noty najwyższej.
__

Pozdrawiam,

Krzysiek.

Machma 3. września 2005, 22:04

Okropny pornol
Może ten film ma jakąś głębie ale chyba gdzieś głęboko zakamuflowaną bo ja jej nie odkryłam.Ja też mam wrazne,że był to bardzo dobry koncert przerywany "reklamami pościeli".

karbala 3. września 2005, 19:21

Dramat!!!
Zero fabuly i akcji (poza tymi lozkowymi, ktore wygladaja jak z RTL2 i sa rownie kiepskie), w sumie 4 dialogi do niczego nie prowadzace. Ogolnie wyglada to jak relacja z koncertu brytyjskiego zespolu, przerywanego (jakby na czas reklam) urywkami flimu porno.

tagomago 3. września 2005, 0:48

przerost treści nad formą?
Być może jest w tym filmie coś z "obrazu prawdziwej miłości", ale sceny erotyczne, pornograficzne wręcz, po pewnym czasie mocno nudzą. Drętwe dialogi i niemal całkowity brak akcji, ale za to wspaniała muzyka w formie koncertów (m.in. franz ferdinand, dandy warhols, elbow, black rebel motorcycle club, primal scream). Jakiś klimacik tu i ówdzie się jednak unosi.

Dodaj nowy komentarz 9 songs

Twoja opinia o filmie: